Osoby zmagające się z głęboko zaburzoną relacją z jedzeniem i chronicznie niskim poczuciem własnej wartości, mają uszkodzony radar. Są wyczulone na każdą, nawet najdrobniejszą krytykę dotyczącą ich wyglądu czy sposobu odżywiania. Co więcej, potrafią latami pielęgnować w sobie te słowa, które zabolały najbardziej.
Tymczasem w przedziwny sposób ich umysł staje się impregnowany na szczere opinie i komplementy najbliższych – tych, którym tak naprawdę najbardziej zależy na ich szczęściu.

Jaki masz problem, perfekcjonisto?
To paradoks, który doskonale znasz. Jak to możliwe, że opinia obcego idioty z Internetu lub koleżanki z podstawówki, która 30 lat temu nazwała cię „grubą świnią”, jest dla ciebie wyrocznią? A jednocześnie słowa partnerki/a, która/y mówi Ci, że jesteś piękna/y i wartościowa/y, traktujesz jak kłamstwo, litość albo pomyłkę?
Twój system oceny rzeczywistości jest skorumpowany. Ufasz wrogom, a odtrącasz sojuszników.
Moja historia: budowanie muru
Sięgnę pamięcią w swoją przeszłość. W szkole podstawowej nie postrzegałam swojej nadwagi jako tragedii. Jednak nawet to podejście nie uchroniło mnie od tego, by niewinne karteczki z hasłem „gruba świnia” wrzucane do zeszytu czy szyderstwa na WF-ie nie zapisały się na moim twardym dysku.
Sytuacja zmieniła się w liceum i na studiach. Z jednej strony – buntowniczka w czerni, słuchająca ciężkiego metalu, pewna siebie, mająca zawsze coś do powiedzenia… To wzbudzało zainteresowanie. Z drugiej strony – mój mózg postanowił w tym czasie sięgnąć do wspomnień z dzieciństwa i przyjąć je za pewnik. Wiedziałam, że zwracałam uwagę, ale mój wewnętrzny krytyk tłumaczył to natychmiast: „Interesują się tobą, bo jesteś dziwna, a nie atrakcyjna. Kto by chciał taką grubą świnię na poważnie?”.
Utwierdzona w tym przekonaniu, ignorowałam zaloty. Byłam otoczona ludźmi, a jednocześnie kompletnie samotna. Budowałam mur. Świetnie się bawiłam na imprezach, szczerzyłam zęby, ale to była tylko fasada, która broniła mojego prawdziwego, zranionego JA przed odkryciem.
To była idealna pożywka dla rozwoju destrukcyjnych mechanizmów – ciągłych diet, katowania się treningami i nieuchronnych epizodów utraty kontroli nad jedzeniem.
Apogeum awarii: sabotowanie miłości
W końcu udało się przebić przez ten mur jednemu człowiekowi, który z uporem maniaka walił w niego głową. Nie wiedział jednak biedak, co go za tym murem czeka.
Moja „dojrzałość” nie radziła sobie z nowym towarzyszem – Zaburzeniem. Wraz z rozpoczęciem poważnego związku, choroba zyskała nowe pole do popisu. Swoją energię świetnie potrafiła wyładowywać na osobie, która coraz bardziej mnie kochała.
Apogeum nadeszło po kilku latach. Coraz częstsze napady objadania się, coraz więcej urojonych problemów, histeria na widok szczuplejszej dziewczyny na ulicy, węszenie zdrady. I ta bezsilność w oczach najbliższego.
Wtedy miałam to gdzieś. Liczyła się tylko nieszczęśliwa JA. Cóż za paradoks – zakompleksiona egoistka, która odtrąca innych, bo sama czuje się odtrącona.
Cookie science: dlaczego wierzysz w hejt? (Błąd konfirmacji)
Dlaczego twój mózg tak działa? To nie jest złośliwość, to błąd poznawczy zwany efektem potwierdzenia (confirmation bias).
Twój umysł przypomina archiwistę, który ma z góry założoną tezę: „Jestem beznadziejna i nieatrakcyjna”.
Co robi ten archiwista?
-
Zbiera czarne pudełka: Każda krytyka, każde krzywe spojrzenie, każda porażka – to dowód, który idealnie pasuje do tezy. Archiwista łapie je w locie, odkurza i stawia na honorowym miejscu. „Aha! Wiedziałem! Znowu to samo!”.
-
Wyrzuca kolorowe pudełka: Komplementy, wyrazy miłości, sukcesy – to dane, które NIE pasują do tezy. Co robi mózg? Uznaje je za błąd systemu. „On tak mówi, bo musi”, „To tylko litość”, „Miałam szczęście”. Te wspomnienia są ignorowane, umniejszane i szybko zapominane.
Żyjesz w bańce informacyjnej stworzonej przez własne zaburzenie.
Punkt zwrotny: walka o system
U mnie zmieniły się dwie rzeczy.
Po pierwsze – moje nastawienie. Gdy zaczynam się zatracać w użalaniu nad sobą i otwieraniu czarnych pudełek, zadaję sobie pytanie: „Czy chcę to wszystko stracić? Czy chcę, aby życie przelatywało mi między palcami tylko dlatego, że uwierzyłam w kłamstwa na swój temat?”. Odpowiedź brzmi NIE.
Po drugie – mój partner. Zdecydował, że nie będzie kolejnym „którego nie ma”. Widząc nadchodzący atak Zaburzenia, nie reagował bezradnością, ale gniewem. Nie na mnie, ale na chorobę. Potrafił metaforycznie wyrwać mi te czarne pudełka z ręki i wręczyć nowe, kolorowe.
Walczył o mnie z moim własnym mózgiem. On JEST i tak łatwo się go awaria nie pozbędzie.
A ty? Czy twoja choroba nie sprawia, że jesteś dla najbliższych okrutna? Jak długo jeszcze będą mieli siłę walić głową w twój mur?
🛑 POTRZEBUJESZ ZEWNĘTRZNEGO KONTROLERA.
Twój system oceny relacji i własnej wartości uległ awarii. Wierzysz w błędy poznawcze, które niszczą twoje życie osobiste. Czas na twardy reset. Pobierz AUDYT SYSTEMOWEJ AWARII i sprawdź, które 15 pułapek myślowych blokuje cię przed przyjęciem miłości i akceptacji.
⚙️Załącznik systemowy: zaburzona relacja z jedzeniem a związki (FAQ)
Jak zaburzona relacja z jedzeniem i ciałem wpływa na związek?
To „trzecia osoba” w związku. Osoba z obsesją na punkcie perfekcyjnego wyglądu i diety często izoluje się (unika wspólnych posiłków, wyjść), ukrywa swoje „porażki” żywieniowe, co buduje mur tajemnic. Niska samoocena prowadzi do chorobliwej zazdrości, ciągłego poszukiwania zapewnień o atrakcyjności, a jednocześnie odrzucania ich. Partner często czuje się bezradny, odtrącony i obwiniany za stany emocjonalne drugiej strony.
Dlaczego osoba z niską samooceną i fiksacją na ciele nie wierzy w komplementy?
To wynika ze wspomnianego błędu konfirmacji oraz głęboko zakorzenionego negatywnego schematu poznawczego na własny temat. Jeśli fundamentalne przekonanie brzmi „jestem niewystarczająca, dopóki nie schudnę/nie będę idealna”, każda informacja sprzeczna z tym przekonaniem (komplement dotyczący wyglądu lub charakteru) wywołuje dysonans poznawczy. Mózg, dążąc do spójności, łatwiej odrzuci komplement jako „kłamstwo” niż zmieni fundamentalne (choć błędne) przekonanie o sobie.
Jak wspierać partnera, który ma obsesję na punkcie jedzenia i wyglądu?
Kluczowe jest oddzielenie osoby od jej destrukcyjnych mechanizmów. Nie należy komentować wyglądu, wagi ani zawartości talerza (nawet „pozytywnie” – np. „ale dzisiaj zdrowo jesz”), bo to tylko wzmacnia fiksację. Warto okazywać miłość niezwiązaną z fizycznością, doceniać cechy charakteru, intelekt, poczucie humoru. Ważne jest też stawianie granic – partner nie jest terapeutą ani dietetykiem. Najlepszym wsparciem jest zachęcanie do pracy nad źródłem problemu (perfekcjonizmem, regulacją emocji) i „bycie obok”, bez oceniania gorszych dni.
