Wydawałoby się, że nasze ciało jest naszą własnością. Że to my, jako autonomiczne jednostki, trzymamy stery i decydujemy o jego kształcie, funkcji i przeznaczeniu. Brzmi logicznie, prawda?
A jednak, coraz częściej, na własne życzenie, dokonujemy aktu systemowej zdrady. Oddajemy innym prawo do dyscyplinowania naszego ciała, do wyznaczania mikroskopijnych wzorców, w których musi się ono zmieścić, by zasłużyć na miano „wartościowego”.

Jaki masz problem, perfekcjonisto?
Zacznijmy od brutalnej diagnozy, bez owijania w bawełnę. Twój problem polega przede wszystkim na tym, że zrezygnowałaś/eś z samego siebie. Pewnego dnia podjęłaś/ąłeś decyzję (świadomie lub nie), by w pełni zaufać współczesnemu dyskursowi ciała i potraktować go jako swój nadrzędny cel i wyrocznię.
Co to za cholerstwo, ten „dyskurs ciała”?
W socjologii i studiach nad kulturą (np. u Michela Foucaulta) dyskurs to system wytycznych, norm i „prawd” kształtowanych przez naszą kulturę, które arbitralnie ustalają, co w danym momencie historycznym jest „fajne”, „ładne”, „zdrowe” i „atrakcyjne”.
Niby nikt Ci nie przystawił pistoletu do głowy, ale sam stwierdziłeś, że warto zacząć dyscyplinować swoje ciało. Dlaczego? By dostosować się do obowiązujących kanonów. By być podziwianym, akceptowanym, pokazywanym jako „ten, którego można stawiać za wzór”.
Twoje ciało stało się ofiarą systemu samokontroli i nadzoru. Wpadłaś/eś w pułapkę perfekcjonizmu, w której nagrodą jest chwilowa akceptacja społeczna, a karą – wieczne poczucie niedopasowania.
Architektura opresji: ciało w XXI wiek
Wróćmy do fundamentów. W XXI wieku ciało – zarówno mężczyzny, jak i kobiety – ma być szczupłe, sprawne, „zrobione” i zadbane. To jest współczesny dogmat.
Gdyby się tak dobrze zastanowić, obecnie każda część ciała jest odpowiednio zdefiniowana i wymaga osobnego protokołu obsługi. Zrób proste ćwiczenie. Zastanów się, jak wiele czasu, energii i środków (zgodnie z dyskursem) powinno się poświęcić na:
-
Piękne stopy: brak deformacji, idealne paznokcie, gładka skóra, kremy, hybrydy, wzorki, biżuteria.
-
A co z rękami? Biustem? Pupą? Brzuchem? Nogami, udami, boczkami, ramionami, szyją?
Lista jest nieskończona. Ponieważ dążenie do takiego holistycznego ideału wymaga czasu i skupienia (łatwo coś przegapić!), często staje się celem samym w sobie. Staje się wyznacznikiem życiowego sukcesu.
Samouprzedmiotowienie: kiedy ciało staje się towarem
Pamiętasz? Sam/a dałeś/aś się w to wrobić. Dałeś/aś sobie wmówić, że to ciało jest najważniejszym wyznacznikiem Ciebie i pokazuje światu, kim jesteś.
Niestety, dążąc do tego ideału, nie masz już zasobów poznawczych ani czasu na poszerzenie wiedzy, rozwój pasji, odkrywanie piękna rzeczy, które Cię otaczają. Jest cel. Klapki na oczy i do przodu!
Czym zatem staje się Twoje ciało w tym procesie?
Staje się towarem, przedmiotem, który sprzedajesz innym na rynku relacji społecznych, zawodowych i romantycznych. Tworzysz swój wizerunek („personal brand”) poprzez swoje ciało.
Wierzysz w prostą, ale fałszywą korelację: skoro moje ciało jest doskonałe, piękne i zdyscyplinowane, ludzie uwierzą, że taką właśnie jestem osobą – silną, upartą, dążącą do celu, wytrwałą, pewną siebie (tzw. efekt aureoli w psychologii).
Skoro więc Twoje ciało jest przedmiotem, który ma pokazywać Ciebie, to wybacz, ale sam/a siebie uprzedmiotowiłeś/aś. Dokonałeś/aś aktu auto-reifikacji.
Skutki uboczne systemu: krucha samoocena
Co z tego wynika? To, że skupiając się na modelowaniu przedmiotu, który sprzedajesz, zapomniałaś/eś o podmiocie – o sobie.
Ponieważ tak mocno skupiasz się na ciele, Twoja samoocena staje się niestabilna i zewnętrznie sterowna. Jesteś szczególnie podatna/y na wszelkie komentarze na temat swojego wyglądu. Łakniesz tych pozytywnych jak narkotyku, a negatywne odbierasz boleśnie, jako atak na całą swoją tożsamość.
Nigdy nie jesteś pewna/y, czy ideał został osiągnięty (spoiler: ideał jest nieosiągalny). Ciągle poddajesz się ocenom innych, które wzbudzają Twoje wątpliwości. Wiecznie też porównujesz się społecznie (kolejny mechanizm psychologiczny), sam/a definiując sobie dodatkowe, coraz wyższe poprzeczki:
-
„Koleżanka ma szczuplejsze nogi – takie muszę mieć.”
-
„Kolega ma pięknie rozwinięty triceps – muszę więcej ćwiczyć.”
Ciało-przedmiot zaczyna definiować Twoją psychikę. Nie tylko wobec innych, ale również wobec siebie samego. To ono zaczyna decydować o tym, czy czujesz się akceptowana/y, czy też nie. Czy sam/a się akceptujesz, czy sobą gardzisz.
Genetyczna ruletka i marketingowa histeria
Niestety, pech chciał, że okropna, mściwa, wstrętna biologia nie chciała stworzyć nas z jednej foremki. I tak jednym dała wąską miednicę, drugim wielki biust, innym wzrost, długie nogi.
A Tobie? Tobie dała np. tendencję do tycia, inny typ budowy i brak podstawowej wiedzy o prawidłowym odżywianiu. Trochę dołożyli jeszcze rodzice i voilà – mamy systemową awarię w postrzeganiu siebie.
Możesz stanąć na uszach, a i tak nie będziesz miał/a ciała idealnego według wzorca. W Twoim rozumieniu idealnego i wobec dyskursu, w który tak mocno wierzysz i w który dałaś/eś się wrobić.
Sam/a zobacz, jakie to śmieszne i tragiczne zarazem. Dać sobie wmówić, jak powinno się wyglądać. Co jest fajne, a co nie. Dać sobie wmówić, że jest się beznadziejnym, leniwym, niezdyscyplinowanym, ponoszącym porażki, tylko dlatego, że Twoje ciało nie mieści się w wyznaczonym przez kogoś Excelu.
A wiesz, co jest najlepsze? Sam się w to wpakowałaś/eś na własne życzenie.
Jak? Bezmyślnie. Bo byłaś/eś młody, bez ukształtowanej osobowości, bez własnego zdania. Bo jesteś słaba/y psychicznie, brakuje Ci fundamentalnej akceptacji, czujesz się samotna/y.
Bo cały czas jesteś bombardowana/y idiotycznymi tworami marketingowymi firm, które zacierają ręce, patrząc na Twoją naiwność. Czekają, aż znowu pobiegniesz do apteki po suplementy diety, środki przeczyszczające. A może po nowe urządzenia do ćwiczeń, zabiegi odmładzające lub odchudzające, kremy, sztuczne rzęsy, włosy, paznokcie.
Wszystko po to, żeby gonić króliczka, którego nigdy nie złapiesz.
Ludzie pewni siebie i swoich przekonań nie muszą się sprzedawać i żyć w oparciu o opinie innych!
Moja historia: 20 lat w pętli wstydu
Dlaczego to wszystko piszę tak ostro? Bo dokładnie tak sama dałam się wrobić.
Przez 20 lat żyłam w pogoni za dyskursem. Dawałam sobie wmawiać, że jestem nikim, bo nie mam idealnego ciała. Że nie będę pożądana, ani odbierana jako kobieta zadbana, zgrabna, kobieta sukcesu.
Męczyłam się ze sobą, przeglądając się w oczach innych, zapatrzonych w dyskurs kobiet i mężczyzn. Nie widząc w nich akceptacji, nie mogłam jej znaleźć także u siebie.
To doprowadziło do systemowej awarii – do pojawienia się kompulsywnego objadania się (BED), do dalszych problemów psychicznych i społecznych. Nie liczyło się dla mnie to, jak ktoś odbierze mnie jako osobę, tylko jak ktoś oceni mnie na podstawie mojego wyglądu (czyli mojego „opakowania”).
Tak łatwo było stracić pewność siebie, bo z boku pojawiła się „lepsza” (czytaj: chudsza/bardziej wpisująca się w kanon) koleżanka. Pal licho, że infantylna i nieciekawa. Liczył się tylko wymiar fizyczny.
Nie było czasu na refleksję:
-
Czy ja w ogóle chciałabym być z kimś, komu imponują tylko gołe zgrabne nogi i wyzywające pozy?
-
Czy rzeczywiście pokazywanie światu zgrabnej sylwetki jest moją największą ambicją i życiowym celem?
Czy warto było zmarnować 20 lat, skupiając się na tak idiotycznej rzeczy i rezygnując z tak wielu wspaniałych doświadczeń, kontaktów, przeżyć?
Nie. Szczerze tego żałuję. Moje ciało nie należało do mnie, należało do wszystkich innych. A ja coraz bardziej go nienawidziłam, bo nie spełniało ICH oczekiwań. Stałam się więźniem własnego ciała i cały czas chciałam to więzienie jakoś uformować, zamiast z niego uciec.
Protokół naprawczy: jak odzyskać siebie?
Co robić, by nie tracić życia tak jak ja?
Po pierwsze – zdystansować się wobec własnego ciała. To trudne zadanie. Po tylu latach przestać skupiać się wyłącznie na wyglądzie, a odkryć inne aspekty swojego jestestwa? To nawet przerażające!
Bo co jeśli okaże się, że tam nie ma niczego ciekawego? Jeśli tam siedzi istota bez własnego zdania, nie mająca niczego do powiedzenia, z brakami w podstawowej wiedzy? Co jeśli okaże się, że poza przedmiotem, towarem, ciałem NIE MA NIC?!
Trzeba jednak podjąć to ryzyko. Trzeba zrobić Diagnozę Systemowej Awarii, ocenić spustoszenia i punkt wyjścia, by stworzyć jakiś plan naprawy.
Czy zapomnieć o ciele? Absolutnie nie. Kolejnym krokiem będzie próba dogadania się z nim. Nie ma umysłu bez ciała i odwrotnie.
Ono jest wspaniałe. Tak wiele skomplikowanych procesów biologicznych w nim zachodzi. Potrafi być takie wytrzymałe, dzielnie znosi kolejne moje pomysły (restrykcje, objadanie się). Jest wspaniałe, poważnie – jestem z niego dumna.
Dlaczego więc nie mam o nie dbać? Ale po Twojemu, na moich zasadach, po przedefiniowaniu celów ze „wyglądania” na „funkcjonowanie” i „czucie”.
Wiele pracy przed Tobą, ale ja wiem, że dasz radę. Bo wiem, że to możliwe, aby odzyskać swoje ciało i zjednoczyć je z umysłem. To długa i ciężka droga – to jest właśnie Protokół Odklejania. Ale warto podjąć wyzwanie, bo nagroda warta jest trudu.
Nagle odkrywasz, jak wiele może zaoferować Ci świat i inni ludzie, gdy przestaniesz patrzeć na nich przez pryzmat ich ciał.
🛑 POTRZEBUJESZ ZEWNĘTRZNEGO KONTROLERA.
Twój system oceny wartości uległ awarii. Czas na twardy reset. Pobierz DIAGNOZĘ SYSTEMOWEJ AWARII i sprawdź, które 15 pułapek myślowych blokuje Twój powrót do stabilizacji i odzyskania ciała na własność.
⚙️ Załącznik systemowy: dyskurs ciała i samouprzedmiotowienie (FAQ)
Czym jest „dyskurs ciała” w ujęciu naukowym?
W socjologii i filozofii (m.in. u Michela Foucaulta) dyskurs to nie tylko „rozmowa”, ale system władzy i wiedzy, który kształtuje naszą rzeczywistość. Dyskurs ciała to zbiór norm, przekonań i praktyk (medialnych, medycznych, kulturowych), które definiują, jak ciało „powinno” wyglądać i funkcjonować, aby było uznane za „normalne” lub „atrakcyjne”. To niewidzialna siła, która sprawia, że sami siebie dyscyplinujemy (tzw. panoptyzm), nawet gdy nikt na nas nie patrzy.
Na czym polega zjawisko samouprzedmiotowienia (self-objectification)?
To proces psychologiczny, opisany m.in. w Teorii Uprzedmiotowienia (Fredrickson & Roberts, 1997). Polega na tym, że jednostka przyjmuje zewnętrzną, uprzedmiotawiającą perspektywę na własne ciało. Zaczyna traktować siebie przede wszystkim jako obiekt do oglądania i oceniania przez innych, a nie jako podmiot, który czuje i działa. Prowadzi to do ciągłego monitorowania swojego wyglądu, zwiększonego wstydu, lęku i zmniejszonej świadomości własnych stanów wewnętrznych (np. głodu czy sytości).
Jak dyskurs ciała wpływa na zaburzenia odżywiania, takie jak BED?
Internalizacja (uwewnętrznienie) nierealistycznych ideałów szczupłości i piękna jest jednym z głównych czynników ryzyka rozwoju zaburzeń odżywiania. Prowadzi do niezadowolenia z ciała, restrykcyjnych diet (jako próby dopasowania się do dyskursu), a w konsekwencji do efektu „jo-jo” i napadów kompulsywnego objadania się (BED) jako reakcji na stres i deprywację. Walka z dyskursem to walka o odzyskanie kontroli nad własnym systemem regulacji.
